W ten dzień role się odwróciły!

Tym razem to nie ja biegałam z aparatem. Tym razem biegałam na bieżni, a z aparatem biegali inni. Napatrzyłam się na biegające dzieci, lekkoatletyczne treningi, skoki, rzuty, aż zawładnęła mną chęć spróbowania tego na własnym ciele.
Spełniłam w miniony weekend jedno z moich malutkich, drobniutkich, tyci tyci marzeń. Wystartowałam w 2. Halowych Mistrzostwach Polski Dziennikarzy i jednocześnie w 30 Halowych Mistrzostwach Polski Masters w Toruniu. To była spontaniczna i szybka decyzja podjęta 3 tygodnie przed zawodami. Trzeba było zabrać się za trenowanie, bo odwrotu już nie było.

Podkradłam dziecku kolce, trenerowi blok startowy, znalazłam skocznię w dal blisko bloku i do dzieła! No i tragedia: KOLCE? Jak w nich biegać? To dopiero była nowość! Przestawienie się na bieganie na śródstopiu nie szło najlepiej. Człowiek całe życie biegał z pięty, a tu nagle trzeba wszystko zmienić. Do tego skoordynować pracę rąk z nogami, nie wywrócić się przy starcie z bloku, trafić w belkę przy skoku w dal i jeszcze skoczyć więcej niż 2 metry by nie zaryć dupą w tartan… oj było wiele do ogarnięcia. Jednak z dnia na dzień sprawiało mi to coraz większą przyjemność i satysfakcję. Teraz już wiem, że lekką atletykę można polubić i mieć z tego radochę.

2 dni do zawodów, 39 lat na karku, relaks na co dzień, spokój ducha, wsparcie bliskich – a tu ni stąd ni zowąd pojawiła się trema, lekki stres, podekscytowanie. Witajcie uczucia, które dawno mnie nie odwiedzałyście! O tak, czułam się jak przed maturą 🙂 Sama się zdziwiłam.

Na hali w Toruniu miałam już wcześniej przyjemność być, więc miejsce było mi dobrze znane. W zawodach uczestniczyli również moi znajomi, nawet kilkoro z nich kibicowało mi na trybunach, za co serdecznie dziękuję. Atmosfera była przyjemna, a mój osobisty trener i masażystka byli ze mną ♥. Można było poczuć wsparcie również ze strony współzawodniczek. Bawiłyśmy się świetnie.


W jakich konkurencjach uczestniczyłam? Tutaj zaszalałam: zaliczyłam skok w dal, bieg na 60m i bieg na 200m. Wynikami nie ma się co chwalić, ale przynajmniej wiem z jakiego miejsca staruję. Widzę ile trzeba pracy i treningów, by stać się szybszym i silniejszym. To ciężka robota, zwłaszcza gdy z LA przez całe życie nie miało się do czynienia. Treningi LA to zupełnie inna bajka niż to co robię na co dzień: bieganie, od czasu do czasu pływanie, siłownia, crossffit, rower, step czy treningi z Chodakowską 🙂






Podczas tegorocznych mistrzostw skupiałam się na tym by: trafić w belkę podczas skoku w dal, na 60m – utrzymać równowagę i dobiec do mety, a na 200 m by się nie wywrócić na wirażu. Podczas następnych mistrzostw będzie lepiej, bo jak mawiają: trening czyni mistrza 🙂
Zatem do dzieła, bo sezon letni już tuż tuż!


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *